308 2011-12-29 00:12:56


"Tomorrow's rain will wash the stains away
But something in our minds will always stay"


http://www.youtube.com/watch?v=lB6a-iD6ZOY&ob=av2e



skomentuj (1)

306 2010-12-17 23:58:18


To jest piosenka, która odkąd pamiętam kojarzy mi się z latem. Upalnym, gorącym, słonecznym latem. Błogim rozleniwieniem, odpoczynkiem, powoli płynącym czasem. Nie-pospiechem, nie-stresem.

Kojarzy mi się z Łodzią. Wąskimi ulicami skąpanymi w słońcu. Spojrzeniami bliskich ludzi, rześkim zapachem powietrza rano, dusznym po północy. Brudnymi podwórkami z chudymi drzewami. Powrotami Pomorską o 3 nad ranem.

Z tym wszystkim, co dziś wydaje się tak bardzo daleko. Nie tylko z powodu mroźnej zimy.


http://www.youtube.com/watch?v=ll-Yp0FMw1w


skomentuj (6)

305 2010-08-17 07:07:01



"it's late in the night
dancing is done

the music has died
you're ready to run"


pomyślałem, że
pewnie wypadałoby coś napisać
po takim czasie

;-)


skomentuj (5)

304 2010-02-17 22:27:06



"Myślę sobie że

ta zima kiedyś musi minąć..."

;-)


skomentuj (8)

303 2009-10-18 21:21:31


Kiedy przychodzi jesień odechciewa mi się jeździć w delegacje. W ogóle odechciewa mi się wyściubiać nosa z domu, szczególnie rano. Świat przez swoją szarość i zimno wydaje się zły i nieprzystępny.
Ale to bardzo dobrze, że jest praca. Coś co nadaje dniom rytm, narzuca dyscyplinę.

Dzwoni do mnie właścicielka mieszkania, które wynajmuję. Między służbowymi sprawami wtrąca prywatne uwagi. "Wie pan, kiedyś jak człowiek szedł do pracy to z założeniem, że nie zmieni jej przez kilkanaście lat a może i dłużej. A wy, młodzi ludzie, tak często zmieniacie pracę. Ale to dobrze. Bardzo dobrze...".

Czasem chciałbym iść na jakąś zieloną łąkę bez żadnej ruchliwej ulicy w pobliżu, położyć się w trawie na plecach, popatrzeć w niebo i leżeć tak kilka godzin. Nie musieć nigdzie iść, niczego nie załatwiać, nie myśleć o tylu sprawach.

Od kilku miesięcy nie widziałem się z K. Nie do końca pogodziłem się, że nic z tego nie będzie. Na szczęście coraz dłuższe przerwy między naszymi spotkaniami i jego brak inicjatywy powodują, że staje mi się coraz bardziej obojętny. W zasadzie odzywa się tylko wtedy kiedy jest mu źle, czuje się samotny albo spotkało go coś przykrego. Inna sprawa, że pewnie szybko zaczęlibyśmy się kłócić na tle jego matki. Pamiętam zdanie jednego z moich blogowych znajomych wypowiedziane parę lat temu. "Nie kocha się za coś tylko pomimo czegoś". Myślę że i za coś i pomimo czegoś, dopóki ilość "pomimo" nie przekroczy krytycznego poziomu.

Jadę autem do dużego miasta z szerokimi ulicami, rzadziej przecinającymi się pod kątem prostym niż łódzkie czy warszawskie. Firma płaci za udział w konferencji.
Dostaję dwuosobowy pokój. Wyłączam klimatyzację. Rozkładam się na łóżku bliżej okna. Dzwonię na chwilę do matki. Mówi, że noc w tym pokoju kosztuje tyle co jej emerytura.
Ciekawe kto i po co chciał w konstytucji zapisu o sprawiedliwości społecznej. Pewnie jakiś lewicowiec albo przedstawiciel Episkopatu.

Leję do wanny gorącą wodę i siedzę w niej jakieś pół godziny. Opieram nogi na ścianie przy wannie. Nie chce mi się nic.
Od marca nie byłem na urlopie, jestem zmęczony.

Ładne miasto, ale nie będę miał okazji, żeby się po nim powłóczyć. Plan konferencji jest gęsto utkany wykładami, żeby przypadkiem w przerwie uczestnicy nie wybyli na miasto. Kryzys spowodował, że nie ma ich zbyt wielu.

Po kilku dniach późnym popołudniem idę przez miasto na dworzec. Kółka od torby stukają na arcynierównym chodniku. Świeci słońce, jeszcze jest ciepło.
W przedziale z niebieskimi siedzeniami siedzi pani ok. czterdziestki w kusej sukience. Robi wszystko, żeby jej nogi były jak najbardziej widoczne. Trzyma je na siedzeniu naprzeciwko. Kiedy wchodzę zabiera nogi z siedzenia i kładzie je na torbie stojącej między siedzeniami. "No już nie chwal się tak, to tylko nogi" - myślę. Ciemne rajstopy nie zasłaniają siniaka na lewej łydce.

W czasie jazdy prowadzi długą rozmowę przez komórkę. "Chcemy iść na lancz w tym tygodniu, może pójdziesz z nami". "Wiesz, nie mam jeszcze 40 lat, może jeszcze zajdę w ciążę". "Nie wiem czemu stoimy w polu, jadę 1. klasą".

Z trudem powstrzymuję śmiech. Kiedy wreszcie kończy, udaje mi się zasnąć.

Nie mogę doczekać się urlopu. Momentu kiedy wsiądę do samolotu, oderwę się od ziemi a potem znów na niej wyląduję daleko stąd.
A potem znów tu wrócę i będę żył dalej.

Gra: Massive Attack - Protection

skomentuj (6)

302 2009-06-21 19:26:42


G. ma adres imprezy. Idziemy sprawdzić, gdzie to dokładnie jest. Jedna z najdłuższych ulic w mieście...
Jest. Budynek z biurami do wynajęcia. Jesteśmy za wcześnie, jest dopiero ósma wieczorem.

Idziemy do parku w pobliżu. Siadamy na ławce. G. pije piwo, siedzimy i rozmawiamy zerkając, czy nie zliża się jakiś zabłąkany policjant.
Jest jedna z pierwszych ciepłych nocy tego roku. Obok trasą łazienkowską pędzą auta.

Po około 2 godzinach wracamy na miejsce. Przez pozamykane okna nie słychać głośnej muzyki. Wdrapujemy się schodami (czy tam nie było windy?) na "niepamiętamktóre" piętro.
Jest kilkanaście osób, przyjemna atmosfera. Dużo nowych, nieznanych twarzy. Wypijam 2 piwa i zaczynamy tańczyć.
Mijają jakieś 2 godziny.
Przychodzą kolejni zaproszeni goście, często o trudnej do ustalenia na pierwszy rzut oka płci.


W środku nocy zmieniamy lokal.

Tłok jak w ulu, muzyka rozsadza głowę.
Panowie koło czterdziestki stojący ze szklankami w ręce i popijający co jakiś czas przez słomkę kolorowy płyn. Z wypisanym na twarzy głodem czyjegoś zainteresowania. Pewnie w jakimś stopniu przez ten marszczący ich twarze głód skazani na samotność. Trzeba by dużej odwagi by przyjąć na siebie ten głód.


Kątem oka zauważam H. Stoi w pobliżu i patrzy się na mnie. Chwilę potem przysuwa się bliżej. Celowo nie kieruję wzroku w jego stronę. Wiem, że chce żebym go zauważył, podszedł i przywitał się. Byłoby mu miło, gdybym rzucił jakiś komplement na temat ubrań, które ma na sobie a wtedy on z błyskiem w oczach zapytałby czy mi się podobają. I w ogóle żebym się cieszył, że go widzę. Tylko żebym nie pytał o życie osobiste bo zaraz zmieni temat. A potem żebym napisał smsa, że miło było go spotkać bo "to jest w dobrym tonie". Taki jego teatr. Ale są tacy, którzy chcą w nim grać.

Wracamy metrem do domu. W wagonie inni przysypiający ludzie.

............................................................................................................................................


K. (bohater drugiej części notki 300) przestaje u mnie nocować. 
Potrzebuje ojca a nie partnera. Ale matki też.
Któregoś razu pojechaliśmy do ikei. Chciał kupić stół, ale nie mógł zdecydować który. Zadzwonił do mamy.

W międzyczasie zorientowałem się, że jego matka dzwoniąc na stacjonarny sprawdza, czy jej syn jest wieczorem w domu. Pomyślałem, że jest nadopiekuńcza. Kiedy powiedziała mu, że na pewno nie jest gejem i że powinien znaleźć sobie żonę pomyślałem, że jest bardzo nadopiekuńcza.
A on - facet który za 3 lata skończy 30 lat - rzucał słuchawką a następnego dnia sam do niej dzwonił jakby nigdy nic i mówił jak spędzał wieczór (omijając szerokim łukiem fakt, że spędzał go ze mną).
Będąc z nim musiałbym ciągle walczyć o niego z jego matką.

Opowiada mi o swojej znajomej, która pisała do niego smsy, spotkała się z nim parę razy na "komplowskiej stopie" na mieście. Wreszcie zaproponowała, żeby wpadł do niej. Przyszedł, ona zaproponowała herbatę, on wypił i po godzinie powiedział, że już pójdzie, bo robi się późno.
Potem był zaskoczony, że przestała się odzywać.

Zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że podoba się ludziom (gejom i kobietom). Ten brak świadomości własnej fizycznej atrakcyjności w połączeniu ze sprecyzowanymi zainteresowanimi i poglądami wyrażanymi nieraz az nazbyt dobitnie na początku mi się podobał. 

Kilka dni temu wracam z pracy do domu. Kiedy wysiadam z metra dostaję sms: "Może przyjedziesz dziś do mnie na noc?".
Nie.

skomentuj (9)

Księga Gości






Web Pages referring to this page
Link to this page and get a link back!